Większa część mojej rodziny jest teraz nad morzem. Jak tam musi być wesoło! Adaś grzebiący w piasku, Agri szalejąca w morzu, wieczorne spacery z rodzicami, wyprawy na plażę... Tak bardzo chciałabym być z nimi. :(
Poof! Taka mnie tęsknota naszła, ze właśnie kupiłam bilet. Lecę w przyszłym tygodniu! Smutno mi tylko, że Giorgio nie poleci ze mną. Tak bardzo chciał...
My teraz mamy ciężki okres egzaminów. Gio coraz szybciej się poddaje i coraz mniej wierzy w swoje siły. Staram się jak mogę, żeby mu pomóc i go zmotywować ale nie wiem czy to da jakieś efekty. Najbliższy egzamin już jutro (trzymajcie kciuki). Fizyka. Obszerny, całoroczny materiał dla mnie kompletnie niezrozumiały. Giorgio spędza zamknięty w pokoju obok całe dnie. Co jakiś czas przylatuje do mnie i mocno mnie ściska mówiąc "Ale jestem dobry! Umiem zrobić wszystkie zadania!" a czasami wraca do pokoju ze zwieszoną głową, rzuca się na łóżko i odpoczywa 10 minut. Regeneruje siły.
Jeżeli akurat uczy się teorii zdarza mi się go przepytywać (po włosku oczywiście). Na ogół jednak po prostu schodzę mu z drogi, żeby nie rozpraszać.
Weekendy zwykle spędzamy sami. To jest mój czas na wykazanie się w kuchni. Zwykle w domu nie ma nic, oprócz makaronu, co nadawałoby się na obiad a tu sklepy zamykane są od 12-15 więc kombinuję coś z niczego. Nie jest źle.
Po raz kolejny rozsyłam CV. Niestety jak na razie dostaję jedynie propozycje, które całkowicie mi nie grają. (Od 24-04 w nocy za 35 euro, bo mama dziecka musi się "spotkać ze znajomymi"? hmm nie, nie, nie) No cóż. Zobaczymy, może znajdę coś sensownego.
A dopo!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz