Co za dzień... Całe przedpołudnie spędziłam z tatą Giorgio w urzędach, żeby się zameldować i złożyć podanie o ubezpieczenie. Niby poszło dosyć sprawnie ale na dowód osobisty będę czekać miesiąc, bo muszą sprawdzić czy mój kontrakt to nie pic na wodę.
Dosłownie wbiegłam do domu, szybko coś zjadłam i ruszyłam do miasta. Najpierw spotkanie z dziewczyną, z którą sobie "rozmawiamy" po angielsku. Umówiłyśmy się pod MCdonaldem koło wejścia do metra Loreto. Problem w tym, że są takie dwa. Ja byłam w jednym ona w drugim a między nami ulewa. Okazało się, że to ja znam lepiej te rejony, więc poszłam w jej kierunku. Po 20 minutach moknięcia i niemożności dogadania się co do miejsca wreszcie udało nam się usiąść i podyskutować.
Po godzinie ruszyłam po Matilde do przedszkola. Jej mama napisała mi, żebym zabrała ją do parku obok szkoły a ona do nas dojedzie. Dalej padało ale już nieco lżej. Poszłyśmy więc do parku. Szła z pomarańczową, popsutą parasolką, którą wzięłam z domu przez co wyglądała jak mały, chodzący grzybek. Ja niestety nie miałam drugiej dla siebie toteż, gdy zaczęło mocniej padać wzięłam małą na ręce, żeby się nieco skryć pod jej parasolem.
W parku czekałyśmy 15 minut. Na początku wszystko było ok,bo tylko lekko pokapywało. Spacerowałyśmy sobie więc, chowałyśmy się pod zjeżdżalniami itd. Po chwili jednak zaczęło mocniej padać więc znowu wzięłam ją na ręce, żeby się za bardzo nie zmoczyła.
Nareszcie przyjechał jej mama. Razem pojechałyśmy do szkoły, w której Matilde ma chodzić na godzinne lekcjo-zabawy po angielsku. Miejsce było naprawdę stworzone dla dzieci. Bardzo kolorowe, pełne muzyki i bardzo miłych i uśmiechniętych ludzi. Matilde zniknęła na godzinę bardzo zadowolona, że może pośpiewać i potańczyć z innymi a ja zostałam porwana przez jedną z nauczycielek, której była pierwszy dzień w pracy. Była więc bardzo podniecona i tak jak ja zafascynowana tą beztroską krainą.
Teraz jestem już w domu. Całkowicie przemoczona i bardzo zmęczona. A jako, że Giorgio gdzieś pojechał nie ma kto mi zrobić masażu... Dopiero teraz czuję, że Matilde piórkiem nie jest albo przynajmniej ja nie mam tyle siły w rękach.
A dopo!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz