Od poniedziałku zaczęłam pracę. Przez ten tydzień jeszcze próbnie, z Sereną zawsze gdzieś nieopodal, żeby nie wrzucać Matildy na głęboką wodę.
Nie jest łatwo. Mała jest bardzo rozpieszczona w związku z tym gdy tylko coś chce, a nie dostanie kończy się płaczem lub wrzaskiem. Wydaje mi się jednak, ze zachowuje się tak przy mamie, bo wie, ze najprawdopodobniej dopnie swego. Jeżeli jesteśmy same, jest raczej spokojnie. Bawimy się, czytamy, czasami oglądamy jakąś bajkę.
Dzisiaj po raz pierwszy mam odebrać ją sama a Serena będzie czekać przed szkołą ( jako że zwykle się spóźnia parę minut). Jestem nieco spięta, bo w głębi duszy liczę na to, że przy mnie będzie spokojna i nie zrobi sceny w stylu " nie chcę założyć tych butów".
Misja: ujarzmić potworka :)
Zaraz po pracy mam mnie odebrać Giorgio i razem z jego znajomymi ruszamy na weekend nad morze. Gdzie? Nie mam pojęcia. Chyba w rejonie Emilia-Romania. Może Rimini? Dobrze nam zrobi ostatni wakacyjny relaks.
Zaczęłam też dawać lekcje-konwersacje po angielsku. To zdecydowanie łatwiejsza praca. W tej chwili mam jedną "uczennicę", 23 letnią studentkę. Bardzo mila dziewczyna. Będziemy się widywać 2 razy w tygodniu na godzinkę tutaj w Novate. Dzisiaj dzwoniła też jakaś kobieta, która pytała o godzinę tygodniowo dla chłopca, ale na razie nic więcej nie wiem, bo kontaktowała się z tatą Giorgio.
Giorgio ma już nowy podział zajęć na uczelni. Wygląda na to, ze nie będziemy się wiele widywać bo oprócz środy, kiedy ma dzień wolny (ale ja niestety nie), będzie siedział na uczelni dziennie 10 godzin. Wychodzi na to, że mamy dla siebie noce od 20:30-07:00 i weekendy. A uwzględniając fakt, ze mysi się na prawdę sporo uczyć... ehh.
Coraz bardziej już tęsknie za rodzinką. Będę próbować się wyrwać na jakiś listopadowy weekend do Polski :)
A dopo!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz