Z Matilde widujemy się od poniedziałku do piątku. Coraz bardziej lubię tę pracę mimo, że bywa ciężko.
Już częściej zdarza nam się fajnie bawić i wygłupiać ale bez przesady i bez płaczu. Musze zawsze mieć oczy szeroko otwarte bo wszędzie czyhają rzeczy, które mogą ją szybko doprowadzić do łez. Najwięcej problemu mam z odwróceniem jej uwagi od sklepiku z zabawkami, który znajduję się 5 metrów od bramy szkoły. Jeżeli go zobaczy, to koniec. Nie da się jej powiedzieć, ze jutro albo, że nie mam pieniędzy. Oczywiście zawsze stawiam na swoim ale tyle się muszę nagadać, żeby uniknąć łez. Kolejnym punktem zapalnym jest woda. Zdarza się, że po powrocie do domu szybciutko myjemy ręce i do zabawy. Ale bywa, że mycie rąk trwa 15 minut. Potem kolejne 15- mycie zębów. No a potem przecież trzeba się przebrać bo jest już cała mokra. Mimo to gdy jesteśmy w domu jestem bardziej spokojna. Wiem, że nawet jeżeli będzie coś chciała czy po prostu broiła to, po pierwsze, nie zgromadzi w okół siebie tłumu gapiów a po drugie łatwiej mogę odwrócić jej uwagę np wyciągając jakąś zapomnianą zabawkę. Codziennie tez staram się mieć w torbie coś, co może ją zainteresować. Jeżeli idziemy do parku- bańki mydlane, gdy bawimy się w domu- kolorowe kredki itd.
Coraz szybciej robi się ciemno a jak wiadomo dzieci ciemności nie lubią. Mati szuka więc jak najwięcej kontaktu. Siada mi na kolanach albo wdrapuje się na mnie, żeby poczytać jej książeczkę. Lubię takie chwile. Jest wtedy spokojna i ja też.
W poniedziałki tuż po szkole biegniemy na zajęcia z rytmiki. Zwykle nie ma z tym problemu, bo Mati bardzo lubi tańczyć z innymi dziećmi a w szkole panuje miła atmosfera. We wtorki przychodzę po nią trochę później i idziemy do szkoły angielskiego. Miejsce to jest bardzo przyjazne dla dzieci. Wszystko piękne i kolorowe, w tle muzyka a nauczyciele zawsze sympatyczni i uśmiechnięci. Zawsze jednak muszę się trochę nagimnastykować zanim ją przekonam, że można się tam fajnie bawić, bo ona wolałaby iść potańczyć. Gdy wracamy jest już ciemno. Potem zaledwie 30 minut max godzinka i jej rodzice wracają z pracy. Wtorki więc są dla mnie dosyć przyjemne. Środy, czwartki i piątki stanowią dla mnie wyzwanie- znaleźć zawsze coś ciekawego, co szybko ją nie znudzi i możliwie nie zakończy się płaczem.
Teraz na szczęście jest piękna pogoda, więc przesiadujemy w parku. Oczywiście nie mogę spuścić jej z oka, ale zwykle bawi się z innymi dziećmi więc ja mogę sobie posiedzieć na ławeczce i powdychać trochę tutejszego smogu.
Jeszcze tylko parę godzin i weekend. Najchętniej spędziłabym go tylko z Giorgio ale chyba nie będzie nam dane. W niedziele jest oficjalne zamknięcie sezonu w Colico, więc wszyscy zapewne się zjadą żeby uporządkować żaglówki itd. Ale ponoć ma być piękna pogoda. Może jakiś spacerek albo lektura nad brzegiem jeziora?
A tymczasem czas coś zjeść i do roboty!
A dopo!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz