To było żałosne, śmieszne i smutne zarazem! Dosłownie parę minut temu wróciłam z Informa Giovani...
Specjalnie dzisiaj wstałam wcześniej. Zjadłam szybkie śniadanie, umyłam się i pełna nadziei ruszyłam do punktu informacyjnego dla młodych. Pierwsze wrażenie: całkiem miło, pusto ale atmosfera wydaje się być przyjazna. Za biurkiem siedziała kobieta ok 35 lat i mężczyzna po 40. Oczywiście pierwsze o co zapytałam to czy mówią po angielsku. Oboje zmierzyli mnie wzrokiem, popatrzyli na siebie i mężczyzna odpowiedział mi "a little". Uff chociaż tyle.
Zapytałam go więc, czy mają może jakieś oferty pracy w języku angielskim. Mężczyzna westchnął, podszedł do stoliczka, otworzył segregator i dalej wzdychając przewracał kartki. Kartek było może 10, nie zajęło mu to więc zbyt dużo czasu. "No niestety nic nie mamy". Spodziewałam sie tego.
No dobra, skoro nie praca, to może mógłby mi pan udzielić informacji co powinnam zrobić? Wyrobiłam już Codice fiscale, wiem, że po maksymalnie 3 miesiącach powinnam się zameldować. Czy jest coś jeszcze, co powinnam załatwić? [seria westchnięć ze strony, bądź co bądź, dosyć miłego pana] "mmm... możemy tu pani pomóc w tak wielu dziedzinach, ale akurat tych informacji nie posiadamy". Zatkało mnie. Uśmiechnęłam się bardzo szeroko, podziękowałam i wyszłam.
Potrzebny komentarz??? Może tak: Hmm... wydawało mi się, że w Infroma Giovani można znaleźć jakieś informacje. Rozumiem, że mogli akurat nie mieć ofert pracy, ale informacje dla obcokrajowców o pobycie mieć powinni!
A teraz trochę bardziej rozrywkowo:
Wczoraj wieczorem pojechaliśmy świętować urodziny babci Giorgio w czymś w rodzaju "klubu starszych panów". Poszliśmy po prostu na dancing. Jak powiedziałam Gio, to było:
1) śmieszne- patrzenie na te wszystkie wywijające na parkiecie pary do koszmarnej muzyki. Pomijając wygląd pań, które często były ubrane w bardzo skąpe sukienki.
2) smutne- bo panowie (w naszej opinii: hunters), krążyli cały czas między stolikami, szukając jakieś partnerki do tańca. Niestety, chyba ciężko było im jakąś znaleźć. Większość pań bowiem przyszła ze swoimi mężami. Huntersi krążyli więc tak bez końca powoli tracąc nadzieję.
3) optymistyczne- po pierwsze patrzenie na rodziców i dziadków Giorgio, którzy tańczyli co jakiś czas gdzieś tam przytuleni. Aż mi się łezka w oku zakręciła, gdy patrząc na Florę i Maurizio przypomniałam sobie, że dawno temu weszłam do salonu a w nim moi rodzice tańczyli przytuleni do kawałka "If you leave me now" Ive Mendes. Bardzo wzruszający widok...
Po drugie wszystkie te pary, pomimo tego, że średnia wieku była około 60 lat, naprawdę świetnie się bawiły i bardzo dobrze tańczyły.
Taki wstyd kiedy ja i Giorgio wyszliśmy na parkiet... Nigdy razem nie tańczyliśmy w taki sposób i okazało się, że zupełnie nam to nie wychodzi. Może moja wina, bo jak tylko on się ruszał: ja wybuchałam śmiechem. Biedny... Ale nie dało się nie śmiać, uwierzcie mi. Albo musimy popracować nad naszym "tańcem", albo tańczyć osobno.
I ostania rzecz. Ciocia Gio powiedziała mi wczoraj, że pracuje w żłobku (dzieci od 3 miesiąca życia) i że gdyby wiedziała, że szukam pracy jako opiekunka do dziecka to już by mi dawno ludzi podesłała. Ponoć sporo mam przychodzi tam pytać o nianie po angielsku! Jak tylko będzie coś wiedzieć to mnie zarekomenduje albo podeśle mi jakiś rodziców. Super! :)
A dopo!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz