czwartek, 19 czerwca 2014

męczący dzień

  Koło 11 pojechałam z Maurizio do ING direct założyć konto. Było sporo ludzi, więc czekaliśmy ponad 30 minut. Gdy wreszcie przyszła na nas kolej okazało się, że polski dowód nie wystarczy i muszę wyrobić włoski. Oczywiście w urzędach mają obowiązek przyjąć polski dokument. W bankach jest teoretycznie inaczej. Mogłabym bawić się w składanie skarg i na pewno zostałoby to uznane, ale wyrobienie takiego dowodu kosztuje 5 euro, więc nie dajmy się zwariować.
To więc kolejna rzecz, którą dodałam do mojej listy "rzeczy do zrobienia".
  Po tak "owocnie" spędzonym czasie pojechałam z Giorgio i jego znajomymi z uczelni na sushi. Bardzo dobrze się bawiłam. Gdy skończyliśmy jeść byliśmy tak pełni, że stwierdziliśmy- trochę ruchu by się przydało. Ruszyliśmy więc na plac Duomo po drodze wchodząc do różnych sklepów.
Zostały mi już tylko 3 godziny do spotkania z kobietą, która chciałaby, żebym zajęła się jej dzieckiem. stwierdziliśmy więc, że bez sensu, bym wracała do domu. Gio wrócił sam a ja zostałam jeszcze chwilę z jego znajomymi a potem ruszyłam na stację metra. Udało mi się przejechać może 2 stacje, gdy nagle wysiadła klimatyzacja a po chwili zgasło też światło. Na najbliższej stacji wszyscy wysiedliśmy i czekaliśmy co dalej. Komunikat po włosku- nie do zrozumienia, ale po zbiorowym "Ooooh!" pasażerów dało się wywnioskować, że to nic dobrego. Stałam tak dobrą chwilę i zastanawiałam się co teraz, kiedy podszedł do mnie chłopak i zapytał czy mówię po angielsku. Oczywiście chciał się dowiedzieć co się dzieję, ale trafił na niewłaściwą osobę. Mimo to bardzo miło nam się rozmawiało. Metro ruszyło po niecałych 5 minutach. Chłopak wysiadał na tym samym przystanku więc pomógł mi znaleźć odpowiednią ulicę. Tam się rozstaliśmy.
Nieopodal domu, w którym miałam spotkać się z Sereną i jej rodziną, znalazłam park. Tam też na nią czekałam obserwując starsze osoby plotkujące lub śpiące nieopodal i bardzo hałaśliwe dzieci na huśtawkach.
Serena ma bardzo ładne, zadbane i nowoczesne mieszkanie oraz wspaniałą rodzinę. Razem wyglądali trochę jak z filmu. Jej córeczka jest bardzo ładna i słodka. Wydaje mi się, że może być trochę rozpieszczona, ale zobaczymy. Rozmawiałyśmy około godziny. Czemu tu przyjechałam, co zamierzam robić, gdzie mieszkam itd. Niestety okropnie bolała mnie głowa. Czułam, że choć bardzo chcę, nie jestem w stanie żywo odpowiadać na wszystkie pytania i ciągle się uśmiechać. Mimo to dowiedziałam się że: Serena chciałaby, żebym zajęła się małą popołudniami zaczynając od sierpnia! Dobrze byłoby się jednak wcześniej poznać i zobaczyć, czy nam odpowiada taka współpraca, więc najprawdopodobniej spotkamy się parę razy w przyszłym tygodniu. Sprawa jest więc otwarta.
Teraz lecę na kolejne spotkanie tym razem z przyjaciółką rodziny, która wprowadzi mnie w tajniki "babysitterstwa" :D
A dopo!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz